czwartek, 13 października 2016

Odchudzanie po ciąży – 5 miesięcy od porodu


Tak de facto to 5, 5 miesiąca. Zastanawiacie się pewnie czy udało mi się dojść do celu i zrzucić te zbędne kilogramy. Zatem tak, potwierdzam mam wagę sprzed ciąży. Hurrrra. Zrzuciłam te nieszczęsne 6 kilogramów. A powiem Wam szczerze, że wcale łatwo nie było.  

Czego ja nie próbowałam i przez co nie przeszłam to wiem tylko ja. Bo pomysły na odchudzanie miałam przeróżne i od różnych stron do niego podchodziłam.

Piekłam buraczane ciasta z przepisu Ani Lewandowskiej. Swoją droga okropnie to i wyglądało i smakowało. Jak to moja mama stwierdziła jakby buraczki do obiadu oblać czekoladą i zjeść.

Przemierzałam z wózkiem kilometr za kilometrem pomimo tego, że moje dziecko się buntowało. Ale przecież mama postawiła cel, aby przejść te 10 000 kroków, zatem absolutnie tych buntów nie słuchałam

Wcinałam komosę ryżowa, nasiona chai. Ogólnie według zasady – MA BYĆ ZDROWO. I im bardziej wymyślne składniki zaczęły się pojawiać w przepisach tym szybciej biegłam do sklepu, aby je mieć, bo przecież są one zdrowe i tylko tak schudnę.

Zapętliłam się w tym wszystkim trochę. Trochę też przesadzałam zapominając o tym, że to, co najprostsze jest najzdrowsze i nie muszę mieć produktów z Andów, a z naszej kochanej Polski spokojnie wystarczą.
Jednak efekt osiągnęłam i mam wagę sprzed ciąży. Ale żeby nie było za słodko. Mam wagę sprzed ciąży NIE CIAŁO. W wymiarach średnio. Przy tej samej wadze mam więcej o 3-4 cm. Tak tak inny poziom tkanki tłuszczowej niż wcześniej. Dlatego też już z większą dozą rozsądku odchudzam się dalej i stawiam kolejny cel, skoro jeden zdobyłam. Zrzucić kolejne 5 kg. Jak to osiągnę stanę przed lustrem i stwierdzę działam dalej czy odpuszczam.

To nie tak, ze nie jestem zadowolona z mojego ciała. Mam to tu to tam za dużo centymetrów, ale powiem szczerze kocham moje ciało i bardzo mocno cieszę się z tego, co już osiągnęłam. Akceptuję siebie, nie wstydzę się wyjść do ludzi, ubrać bardziej obcisłą sukienkę.
Jednak, dlaczego nie mam dążyć do perfekcji i mojego ideału piękna. A co mi szkodzi.

Dlatego też miesiąc październik jest miesiącem bez słodyczy i słonych przekąsek. Hardcore niesamowity – bo ja uwielbiam słodkie. Nie bez powodu piekłam te nieszczęsne ciasto buraczane.

Wiem jednak, że moje ciało przyzwyczaiło się do aktualnego jadłospisu i muszę wprowadzić jakąś zmianę, aby zobaczyć kolejne efekty. Padło, zatem na te puste węglowodany.
To nie tak, ze podczas diety jadłam dużo cukierków czy ciastek. Zdarzało mi się chwycić to tu jedno to tam. Znacie to. Później okazywało się, ze o jedno czy dwa za dużo, ale było po facie. Żeby było zdrowo to zamiast słodyczy jadłam tonami suszone owoce.
Znalazłam rozwiązanie, które zaprowadziło mnie w kozi róg. Dlatego też z tego w miesiącu październiku też zrezygnowałam. Jak detoks to detoks.


I tak od 13 dni jestem bez słodyczy. Jakie będą tego efekty pokaże waga. Ważne, aby się nie poddawać i walczyć dalej.




czwartek, 26 maja 2016

Odchudzanie po ciąży czas zacząć…





Urodziłam. Dokładnie 28 kwietnia pojawił się kolejny mężczyzna w moim życiu. Cudowny i niepowtarzalny. Doskonały w swojej nieporadności i przywiązaniu do mamy. Rozkochałam się w nim nieziemsko i jestem teraz szczęśliwą mamą dwójki chłopców.

Tak jak pisałam wcześniej ciąża nie przebiegała bezproblemowo. Końcówkę, zatem spędziłam na patologii ciąży modląc się każdego dnia, aby już urodzić. I choć oczekiwałam porodu naturalnego to ostatecznie wszystko zakończyło się cesarskim cięciem. Po którym bardzo szybko doszłam do siebie. Po ośmiu godzinach wstałam i stałam się mobilna. Jednak obecność dziecka, którym od pierwszych chwil musisz się opiekować mobilizuje. Po tygodniu moje samopoczucie było dobre. Oczywiście każdego dnia wspierała mnie rzesza środków przeciwbólowych, ale jednak…
Po miesiącu czuję się jakbym nie rodziła. Rana nie odczuwam i czasami wręcz muszę się upominać, że nie wolno mi za bardzo szarżować, bo może się to skończyć nieciekawie.

Ale Was pewnie interesuje temat mojego ciała. Zatem tak jak wskazuje tytuł walkę czas zacząć. W ciąży przytyłam aż 18 kilogramów. Sama nie wiem jak do tego dopuściłam. Po powrocie ze szpitala okazało się, że spadło zaledwie 7 kg. Jakaś tragedia.

No, ale każdego dnia kilogramy spadały, zatem ten fakt aż tak mnie nie zdołował. Po 2 tygodniach od porodu straciłam kolejne 4 kilogramy.

Myślałam, że taka tendencja będzie się samoistnie utrzymywać, bo przecież karmię piersią, a to taki cudowny środek odchudzający. Jednak okazało się, że tak nie jest. Waga stanęła w miejscu.

Ponieważ jestem po cesarce drastycznych ćwiczeń nie mogę wprowadzać, ponieważ karmię nie przejdę też na żadną restrykcyjną dietę. Ale przecież mogę się zdrowo odżywiać. /Zrezygnować ze wszelakich słodyczy typu choćby zwykłe herbatniki.

I tak właśnie postępuje od tygodnia. Na śniadanie wita mnie kasza jaglana, na drugie śniadanie sok owocowy, ewentualnie kanapki z pełnoziarnistym pieczywem. Obiad to chude mięso z dużą ilością warzyw i kolacja, którą kończę, albo mięsem, jeżeli obiad był jarski, albo też twarogiem z dodatkami.

Podstawą jest niepodjadanie i pilnowanie czasu posiłku. A powiem Wam, że z dwójką małych dzieci nie jest to wcale tak proste.

Ale przynosi efekty – kolejny kilogram się ulotnił, a ja pomimo nieprzespanych nocy mam energie. Ile mam może to samo powiedzieć. Jednak sprawdza się przysłowie jesteś tym, co jesz…


W miesiąc od porodu odeszło w niepamięć 12 kilogramów. Wiem, że to stwierdzenie oszukanie, bo to nie tylko tłuszcz, a przede wszystkim maluch, wody płodowe, łożysko. Ale zawsze lepiej to brzmi. Zostało do wagi sprzed ciąży 6 kilogramów. Dużo. Jednak, jako ciekawostkę powiem, że dopinam się we wszystkie spodnie sprzed ciąży. Choć brzuch po dwóch cesarkach wygląda średnio. No, ale od czego jest 6 Widera. Tylko, że na tego typu ćwiczenia będę musiała poczekać minimum te 3-4 miesiące.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...