piątek, 26 września 2014

Idealna pora roku do biegania




Nastała jesień. Podobno jest to idealna pora do biegania. Cóż, nie do końca. Ja swoją przygodę z bieganiem zaczęłam latem – dokładnie 13 lipca. I pomimo wysokich temperatur ubierałam się lekko i wychodziłam, choć trochę pobiegać. Żar lał się z nieba, pot z mojego ciała, ale wspominam to miło. Teraz jednak wszystko powoli się zmienia. Wychodząc z domu jestem ubrana po samą szyję. Komfort biegu jest większy niż latem, bo po rozgrzaniu ciała chłodu nie czuję a powietrze jest orzeźwiające.
Jednak jeden aspekt mnie denerwuje. Dzień jest coraz krótszy, a bieganie coraz niebezpieczniejsze.
Powiedzmy sobie od razu. Nie biegam rano, a wieczorem. Nawet jakbym chciała zmienić tą rutynę to niestety nie ma takiej opcji. Rozkład dnia mi na to nie pozwala. Na bieg wybierałam się latem od godziny 19.00 – do 21.00. teraz nawet jak wybiegnę o 19.30 to i tak po 30 minutach robi się maksymalnie ciemno.
Ostatnio poszłam pobiegać sobie nad stawek, gdzie przeważnie spotykałam wielu biegaczy. Stwierdziłam, że pomimo tego, że jest ciemno to zawsze w grupie raźniej. Niestety nad stawkiem nie było nikogo. Żadnego biegacza. Stawek ciemny i mało przyjazny. Dookoła knieje. Po pięciu o krążeniach stwierdziłam, że wracam.
Zaczęłam sobie nie wiadomo, co wyobrażać. Oki może i naczytałam się za dużo kryminałów i stąd się bierze moja wyobraźnia. A może nie… Może podświadomie czuję, że w dużym mieście mogę spotkać niejednego pomyleńca i stać się ofiarą…
Jakie jest, zatem rozwiązanie sytuacji? Biegać z gazem pieprzowym, z psem? Druga opcja odpada, ponieważ go nie posiadam. Ze znajomymi tez biegać nie chcę, bo uwielbiam tą chwilę wyciszenia podczas godzinnego biegu, gdy z nikim nie muszę rozmawiać i jestem sama ze sobą…
Co zatem zrobić? Przenieść się na bieżnię?





poniedziałek, 15 września 2014

Efekty po dwóch miesiącach biegania





Tak jak obiecałam, dzisiaj krótkie podsumowanie. Dwa miesiące biegania za mną. Regularnego wychodzenia z domu, co drugi dzień i pokonywania trasy rzędu 5-10 km. Nieźle nie.:)
Dumna jestem z siebie. Na liczniku mam już przebiegnięte 200 km. Zaczynałam od maksimum 3 km w 30 minut na początku, teraz potrafię bez żadnej przerwy przebiec 10 km w godzinę.
I nadszedł czas podsumowania. Zapewne oczekujecie, że będę pisała o bieganiu w samych superlatywach. Tak jak na wszystkich innych portalach. Postanowiłam być jednak szczera. Opisze zarówno te dobre jak i złe strony, które też występują. Jeżeli chcecie wiedzieć jak to dokładnie jest z tym bieganiem zapraszam do lektury.

Zalety:

Jest ich zdecydowanie dużo. Poczynając od poprawy kondycji na spadku wagi i centymetrów kończąc.

- zmniejszenie obwodów – w pasie straciłam 5 cm. Podkreślę, że bez żadnej diety. Jadłam tak jak wcześniej. Jednak bieganie przez godzinę powoduje spalenie w moim przypadku około 600 kcal. Jeżeli nie nagradzasz się po biegu dodatkową porcją lodów spadek wagi na pewno zaobserwujesz,

 - zakładam o jeden mniejszy rozmiar dżinsów – można to zakwalifikować pod punkt pierwszy, ale wiecie, jakie to uczucie wejść w spodnie, które były za ciasne. Nieziemskie. Tym bardziej, gdy ma się budowę typu jabłko i cały tłuszcz odkłada się na brzuchu i boczkach. Bieganie likwiduje tłuszcz i ujawnia, ze nawet „jabłka” mają talię,

- poprawę perystaltyki jelit – jeżeli ktoś cierpi na zaparcia z ręką na sercu polecam bieganie. Gwarantuję, że toaletę będziecie odwiedzać raz, dwa razy dziennie,

- pewność siebie – biegania poprawia własną samoocenę i pewność siebie. Bo jak dam radę przebiec 10 km to nie poradzę sobie z zadaniami życia codziennego? Jestem silna i mam Powera,

- częściej poruszam się piechota na dłuższych trasach – dawniej dojście do celu oddalonego o 2-3 km wydawało mi się długim spacerem. Aktualnie wszystko jest jakby bliżej. Wszystko mam obiegane i nie widzę problemu, aby pójść z dzieckiem na plac zabaw oddalony o dwa kilometry, a nie wybierać zawsze ten najbliższy,

- pozytywna energia i mniej stresu – to, co mnie stresuje wybiegam. Tak po prostu. Mam dużo pozytywnej energii. Dają mi ją inni biegacze, którzy pozdrawiają mnie w biegu, przyroda, z którą mam częstszy kontakt, muzyka, która towarzyszy mi nawet na najbardziej oddalonych trasach.

Wady:

Do biegu jak i do innych aktywności trzeba się przyzwyczaić. Zapewne moje negatywne odczucia wynikają z błędów, jakie popełniłam w trakcie treningów, ale kto ich nie robi?

 - Zakwasy – szczerze mogę napisać, że towarzyszą z mniejszą lub większą częstotliwością przez pierwszy miesiąc biegania. Uczucia nie jest przyjemne, aczkolwiek zakwasy najlepiej wybiegać. 

- Ból nóg – tu z tego, co wyczytałam najlepiej jest odczekać, gdy ustanie i wrócić do treningu. Jednak tak różowo nie jest. W moim przypadku ból odczuwałam po rozpoczęciu treningu. Gdy nie biegłam nie bolało, jak tylko zaczynałam biec automatycznie czułam prawą nogę. Ból towarzyszył mi dwa tygodnie. Podczas każdego wyjścia. Biegałam, co drugi dzień, zatem teoretycznie dawałam czas na regenerację mięśniom i co bardzo ważne miałam odpowiednie obuwie. Z czego zatem wynikał nie wiem. Był uciążliwy, ale ostatecznie znikł. 

- Ból głowy – silny i długotrwały. Potrafił się pojawić po 2-3 godzinach biegania, gdy biegałam rano lub od razu po obudzeniu, gdy biegałam wieczorem. Głowę mi dosłownie rozsadzało. Początkowo nie wiązałam tego z bieganie, jednak po pewnym czasie zauważyłam zbieżność, że zaczyna się po biegu. I cóż zrobiłam. Weszłam w google i wpisałam hasło „ból głowy bieg”. Wyskoczyło mi bardzo dużo odpowiedzi. Okazało się, że dotyczy, co drugiego biegacza. O tym się często nie mówi, a jednak jest. Zaradzić mu najlepiej w ten sposób, że po bieganiu od razu wziąć coś przeciwbólowego. Takie te bieganie zdrowe, a tabletki łykać trzeba? Nie zastosowałam się do rady. Ból głowy z czasem znikł. Od tygodnia się nie pojawił. Nie tęsknie za nim i mam nadzieję, że mnie nie dopadnie.

Czy pomimo tych negatywów przestanę biegać? Nie ma mowy. Za kolejne dwa miesiące wstawię kolejne post z hasłem efekty po 4 miesiącach biegania. Bo kocham biegać….





środa, 3 września 2014

Bo bieganie to za mało…





Może pomyślicie, że jestem szalona, ale muszę dołożyć kolejne treningi. Wyjścia brak. Poczytałam literaturę naukową i tematyczną i wszyscy jednoznacznie grzmią, – jeżeli chcesz biegać musisz dodatkowo ćwiczyć. Bo bieganie to za mało. Wnioski z lektur są jednoznaczne. Organizm, aby biegać wydajniej potrzebuje wzmocnienia mięśni, które podczas biegu mało pracują. Rozwiązaniem są dodatkowe ćwiczenia.
I cóż tu robić. Trzeba zacząć ćwiczyć. Zatem w planach – powrót do ćwiczeń z Chodakowską. W jej treningach pracują prawie wszystkie mięśnie, zatem mam nadzieję, że to starczy.

Przyznam się szczerze, że trochę mi się nie chce. Przecież oprócz ćwiczeń mam małe dziecko, pracę i od groma spraw na głowie. Wyszarpać tą godzinkę na bieg, co drugi dzień jest trudno, a tu jeszcze dodatkowy treningi. Ale cóż, spróbuję jak to będzie wyglądało. Za chwilę ubieram strój i idę przebiec te 7-10 km.
A jutro może skusze się na trening z Chodakowska. Wybieram coś, czego jeszcze nie ćwiczyłam. Może turbo wyzwanie.

A już niedługo podsumowanie po dwóch miesiącach biegania. Dokładnie za dziesięć dni. 







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...