środa, 5 lutego 2014

Dieta, odchudzanie a na koniec pączek



Wiem, obiecywałam przepis na sałatkę ze świeżym szpinakiem…Możecie mi wierzyć lub nie, ale za każdym razem, jak byłam na zakupach zapominałam się w niego zaopatrzyć. I z przepisu dzisiaj nici. Jednak mogę Wam zdradzić pewna tajemnicę. Świeży szpinak można łączyć dosłownie z wszystkim – poczynając od łososia, a na oliwkach kończąc. Zasada jest jedna. Zamiast sałaty używamy szpinaku. Prezentuje się o wiele lepiej niż sałata, a w smaku jest równie dobry.

Co zaś się tyczy diety – to się trzymam. Teraz prawie po dwóch tygodniach jest mi lżej. Jutro wchodzę na wagę i ciekawa jestem efektu. Pierwszy tydzień było ponad kilogram mniej. Czyli straciłam już to, co zyskałam w święta. Ale wiem doskonale, że głownie pozbyłam się wody z organizmu. Nie tłuszczu…

Zatem jutrzejszy pomiar ujawni jak mi idzie. Ale najcięższy sprawdzian mam za sobą. Pojechałam do rodzinnego domku na weekend, a tam moja mamusia przygotowała pączki. Wiecie, takie prawdziwe, domowej roboty. Było ich mnóstwo. A ja na diecie. Normalnie w takich sytuacjach szybko rezygnowałam z diety i odkładałam ją na okres po weekendowy. Kiedy łatwiej. Tym razem jednak było inaczej. Zjadłam tylko jednego. Moja mama obrażona stwierdziła, że więcej nic nie przygotowuje, skoro nie chcę jeść...
I jak tu być z siebie dumnym w takiej sytuacji…

Nie zapominam również o ćwiczeniach. Minimum 30 minut musi być te 5 razy w tygodniu. Aktualnie odpuściłam z Ewą Chodakowską. Wróciłam na orbitek. Może i monotonny, ale dzięki niemu nadrabiam zaległości filmowe….

Niedługo dalsze wieści z frontu. Zobaczymy czy polegnę, czy będę walczyć dalej…
Kilka motywacyjnych fotek zawsze się przyda.






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...