czwartek, 27 czerwca 2013

Nie jem po godzinie 18.00 – ciąg dalszy przeprawy






Zastanawiacie się jak mi idzie? Zatem wczoraj było dno. Pierwszy raz od dwóch tygodni zjadłam coś po 18.00. Nawet nie coś – tylko lody, orzeszki ziemne i grzanki, do tego jeszcze kolacja…. Nie ma, co panikować. Trudno. Wszyscy dookoła jedli a ja nie wytrzymałam i pękłam. I tyle. Szkoda, ale tak bywa. Dałam ciała i nie będę siebie usprawiedliwiać.

Dzisiaj siedzę ze szklanką wody z limonką i mięto i czuję, że mam na coś ochotę. Cokolwiek. A jest dopiero 19.15. Ustalmy jednak, nie jestem głodna fizycznie, Wręcz przeciwnie. Dobija mnie głód emocjonalny. I jakby tego było mało popsuła się mi waga i nawet nie mogę sprawdzić, jakie efekty dała ta dwutygodniowa dieta.
Jak się wali to wszystko. Będzie trzeba kupić nową wagę. Z tą dietą pociągnę jeszcze do końca przyszłego miesiąca. Będzie prawie miesiąc. A potem urlop, ale bardzo aktywny, to może nie nabiorę niechcianego ciała. 

Tak naprawdę to mam ostatnie dni walki o idealne ciało przed urlopem. Zacznę chyba znowu smarować się l-karnityną trzy razy dziennie. Dała mi spore efekty, a ja jak zawsze, zamiast to wykorzystać to po uzyskaniu rezultatu rzuciłam ją gdzieś w kąt i ewentualnie od wielkiego święta jej użyłam. Głupia jestem. Brak systematyczności nie daje żadnych rezultatów. Tym bardziej teraz, gdy nie muszę ściągać tony ciuchów, żeby się nie posmarować. 
Oj dzisiaj mam dzień narzekania na siebie, murze skończyć pisać tego posta, bo chyba nastrój mi się nie poprawi, a Was zadręczać nie zamierzam.






sobota, 22 czerwca 2013

Nie jem kolacji cd…




Czasami jestem naprawdę na siebie zła, jak rzadko dodaje wpisy na tego bloga. Jednak tak to już bywa, gdy liczba zajęć do wykonania w ciągu dnia rośnie w zastraszającym tempie, a ilość czasu jest ciągle taka sama.

Co u mnie słychać? Ciągnę dalej zasadę nie jem po 18.00. I jestem z siebie dumna, bo mi się udaje….:) Opiszę Wam wczorajszy wieczór, kiedy to nagle okazało się, że będzie robiony grill. A na nim karkówka, kiełbaski, boczek. Godzina 20.30. Czyli czas, kiedy ja mam absolutny zakaz spożywania czegokolwiek.

Ależ ja miałam ochotę się złamać. Im bardziej zapach grillowanego jedzenia docierał do moich nozdrzy tym bardziej ciekła mi ślinka. I na pytania czy będę coś jadła – odpowiadałam na zmianę TAK i NIE. Ostatecznie jednak, gdy już pierwsza karkówka była gotowa dotarło do mnie, że jak raz się złamię, to będę siebie coraz częściej usprawiedliwiać i łamać też będę się, co chwilę. O efektach przy takim postępowaniu mogłabym zapomnieć.
Zatem odmówiłam i spędziłam grilla ze szklaneczką wody z cytryną i limonką w ręku. Było naprawdę ciężko.

Dzisiaj jednak rano skusiłam się na kawałek karkówki, zatem ten grill nie był do końca stracony. Teraz pisząc tego posta zaczyna też mnie ssać w żołądku – muszę przestać pisać o jedzeniu…..

To może opiszę moje zmagania z ćwiczeniami na brzuch? Wróciłam do ławeczki, najbardziej mi odpowiada. Najlepiej ćwiczy mi się na świeżym powietrzu, zatem ławeczka wylądowała na balkonie i gdy tylko mam ochotę rozkładam ja i robię 50 brzuszków. Przed sekundką wróciłam właśnie z takiej sesji.
Nie ma jak to wieczorny wysiłek…

I jeszcze kilka motywacji - jakie one mają ciała....  







środa, 19 czerwca 2013

Rozdawajka



Dzisiaj bardzo krótki wpis. Powstał nowy blog, którego właścicielem jest sklep Naturica. Formą reklamy sklepu mają być darmowe produkty do przetestowania. Wybrane osoby dostają bon o wartości 80 zł do sklepu na zakup dowolnych kosmetyków. Liczba bonów zwiększa się o jeden, co 20 obserwatorów. Myślę, że warto przyłączyć się i otrzymać darmowe gadżety.
Zatem jeżeli ktoś o akcji nie słyszał, a chce się przyłączyć odsyłam na bloga:



Pozdrawiam i życzę przyjemnego dnia:)

niedziela, 16 czerwca 2013

Nie jeść po 18.00 …




Pisałam Wam niedawno, że postanowiłam wrócić do diety, którą stosowałam bardzo dawno temu, a dzięki której udało mi się swego czasu uzyskać wymarzoną wagę. Od tamtego okresu minęło, co prawda parę lat i dlatego postanowiłam wypróbować moją dietę – nie jeść po 18.00 ponownie. 

Dzisiaj mija tydzień odkąd ją stosuję. Dieta ta jest najłagodniejsza, jaką w życiu stosowałam. Wiem, że to zawsze nocne przekąski niwelowały efekty, jakie chciałam uzyskać, dlatego reżim w zakazie spożywania czegokolwiek po godzinie 18.00 jest dla mnie idealny.

Wrażenia są następujące – ostatni posiłek zjadam około godziny 16.30. Jest to lekka przekąska, obfita kolacja, różnie, w zależności, co miałam na obiad i jak głodna się czuję. Następnie po godzinie 17 pozwalam sobie na jakiś owoc i na tym kończę jedzenie na dany dzień. Od 18.00 dozwolona jest tylko woda, ewentualnie herbata bez cukru. 

Na tej diecie nie czuję głodu, ale odczuwam wielką ochotę na zjedzenie popcornu, chipsów czy paluszków. Czyli ciągnie mnie do śmieciowego jedzenia. Jestem jednak twarda i wytrwała. Nie sięgam po te paskudztwa.

W chwilach kryzysu obiecuje sobie, że gdy tylko rano wstanę, to pierwsze, po co sięgnę będą te orzeszki, którymi zajada się mój mężuś lub popcorn.
I z tą myślą trwam do godziny 24.00 kiedy to przeważnie idę spać.
Rano oczywiście po obudzeniu się ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę jest popcorn czy orzeszki. Zjadam pełnowartościowe śniadanie, później jakąś przekąskę, obiad i znowu nadchodzi godzina 18.00 …

Doszłam do wniosku, ze nie jadanie po godzinie 18.00 jest naprawdę proste i mam nadzieję, ze przyniesie takie efekty jak kiedyś – zrzucenie dobrych kilku kilogramów.
Ważnie również, że mogę pozwolić sobie na loda, rurkę z kremem, białe pieczywo. Nie muszę rezygnować z wszystkich przysmaków.
Ciekawa jednak jestem jak wytrwam, gdy pojawią się u nas goście, wieczorne grillowanie, wspólne seanse filmowe. Musi mi się udać…, bo inaczej znowu będę zła….



piątek, 14 czerwca 2013

O błędach przy wykonywaniu 6 Weidera słów kilka….



.

Niedawno dostałam ciekawego emaila, od dziewczyny, którą zmotywował mój blog i zaczęła ćwiczyć 6 Weidera. Jednak po dwóch tygodniach nie dostrzegła u siebie żadnych zmian w sylwetce. Pisała, że 6 Weidera na nią nie działa i że straciła tyle czasu na trening, który poleciłam. Zaczęłam z nią korespondować i po kilku emailach dowiedziałam się, co robi źle. Zatem, ponieważ nie czuła się na siłach do przeprowadzenia całego treningu na raz dzieliła go na kilka podejść. Część wykonywała rano, część wieczorem. Łącznie w ciągu dnia oczywiście wykonała wymaganą ilość powtórzeń, jednak nie w jednym ciągu.

To jeden z podstawowych błędów, jakie mogą popełnić osoby wykonujące 6 Weidera. Tu naprawdę treningu nie można dzielić. Wiem, że to, co na początek jest banalne, z czasem robi się naprawdę ciężkie, ale jeżeli uważacie, że ilość powtórzeń jest za duża to wykonajcie tyle ile dajecie radę ( powtarzajcie non stop ilość powtórzeń np. z dnia 16) i dopiero jak poczujecie się na siłach idźcie dalej. Dzielenie treningu na kilka podejść nie pomoże Wam. Wręcz przeciwnie, nie uzyskacie wymaganych efektów, stracicie nie tylko czas, ale i zapał do dalszych ćwiczeń na brzuszek.

A i pamiętajcie, że pomiędzy seriami można chwile odpocząć. Niedługo, bo tylko 40 sekund, ale mięśnie naszego brzucha są jednymi z bardziej wytrzymałych i taki czas wystarczy im na regenerację.

Zatem wszyscy, którzy zaczęliście szóstkę Weidera i wydaje się Wam, że nie przynosi ona oczekiwanych efektów nie poddajcie się. Skupcie się na tym, co ewentualnie robicie źle, poprawcie to, a zobaczycie, że idealny kaloryfer na brzuchu to nie marzenie, a rzeczywistość.

Gwarantuje Wam, że te ćwiczenia przynoszą efekt, ja jestem tego idealnym przykładem. Moja sylwetka cały czas wygląda tak jak na zdjęcie z zakończenia szóstki Weidera, jestem może nawet troszeczkę szczuplejsza. Nie miałam żadnego efektu jo-jo po skończeniu treningu. Fakt, faktem dążę do jeszcze lepszych wyników, ćwiczę, mam dietę, ale nie dlatego, że nagle znowu przytyłam tylko dlatego że chcę jeszcze lepiej wyglądać.

Stosuje też zabiegi kosmetyczne, smaruje się l-karnityna w żelu, masuje. Walczę o idealne ciało. Poprawiam elastyczność skóry. Tym bardziej, że wiem, że za jakiś czas będę starać się o drugie dziecko.

A nie należę do osób, które walkę o idealne ciało odkładają do czasu aż urodzą planowaną ilość dzieci. Ile ja mam koleżanek, które mówią, że nie będą się odchudzać po ciąży, bo to nie ma sensu, skoro za jakiś czas planują następnego potomka. Później zaś po porodach zarzynają się, nie jedzą, starają się z całych sił do powrotu do wagi sprzed ciąż, ale im się nie udaje. Ja zrzuciłam po ciążowe kilogramy już dawno, czuję się dobrze we własnym ciele, a gdy znowu zacznie się ono przekształcać w wyniku ciąży będę wiedziała, że dobrze przygotowałam je na te nowe zadanie…







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...