poniedziałek, 25 lutego 2013

A6w – koniec ćwiczeń jest bliski




 Wielkimi krokami zbliżam się do końca szóstki Weidera. Schudłam kolejny kilogram. Objętość w pasie i biodrach też się lekko zmniejszyła. Z efektów jestem bardzo zadowolona. Widzę, że jestem chudsza. Niedługo wstawię aktualne zdjęcie dla porównania z wcześniejszymi.

Ta końcówka jest naprawdę straszna. Nudzi mi się ćwicząc, ale dzielnie wykonuje kolejne powtórzenia. Po ćwiczeniach dotykam jednak brzucha i jest twardy jak stal. Mam oczywiście jeszcze warstwę tłuszczu, ale dużo, dużo mniejszą.
Powoli zastanawiam się, co będę ćwiczyć po 6 Weidera. Dzięki a6w zmniejszyłam znacznie objętość w pasie, ale boczki dalej mi się nie podobają.
Może macie jakieś ciekawe propozycje.

Powoli też kończy mi się l-karnityna w żelu. Muszę zamówić kolejne opakowanie. Ale i tak biorąc pod uwagę, że smaruję się trzy razy dziennie na długo starczyła. Tylko jakby się ktoś skusił i kupił to niech pamięta, że nakłada się niewielką ilość. Kosmetyk ten klei się i zbyt duża porcja najzwyczajniej w świecie się nie wchłonie. A uczucie zimna zapewniam, że nawet przy niewielkiej ilości kosmetyku się pojawi. Nawet teraz pisząc do was tego posta czuję, jakby ktoś śniegiem masował mi brzuch. Smarowałam się l-karnityna jakieś 30 minut temu. Ale czego nie robi się dla urody. Jedne męczą się stosując mocne kosmetyki rozgrzewające, które pieczą, inne przystawiają sobie lód.
Najważniejsze, że są efekty. Skóra jest ładnie napięta, elastyczna, nawilżona.

Mój facet ostatnio non stop mi powtarza jak ładnie schudłam, mało tego, pozazdrościł mi ćwiczeń i stwierdził, że u niego też jest lekka oponka i czas zacząć ćwiczyć. Problemów z nadwagą żadnych nie ma, zatem skupił się na wyrobieniu mięśni.
Aktualnie wykonuje brzuszki, ale poważnie zastanawia się nad przystąpieniem do 6 Weidera.

Ciekawe, jakie on uzyskałby efekty. A tak swoja drogą, co bardziej opłaca się robić. A6W czy brzuszki?


piątek, 22 lutego 2013

6 Weidera - powót do figury sprzed ciąży - moja historia



Dzisiaj trochę nietypowy post – moja historia, dlaczego zaczęłam ćwiczyć 6 Weidera.

Macierzyństwo, jest jedną z najcudowniejszych rzeczy, jakie może przeżyć kobieta. Patrzę na mojego 9-miesięcznego synka i nie mogę nadziwić się, ile radości może dać taka mała istotka. Jego uśmiech, przytulenie się, płacz wzbudzają we mnie emocje, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Jestem szczęśliwa, bo jestem mamą. I jak większość młodych mam, staram się jak najwięcej czasu poświęcić mojemu dziecku.

Pierwsze 3 miesiące jego życia wspominam, jako czas wycięty z kalendarza. Liczył się tylko on. W tym okresie nie poświęcałam zupełnie uwagi sobie, swoim potrzebom, pragnieniom, swojemu ciału. W trakcie ciąży przytyłam 16 kg. Po powrocie ze szpitala z ciekawości zwarzyłam się. Okazało się, że pozostało mi dokładnie 9 nadprogramowych kilogramów. Ale pomyślałam, nie ma, co się przejmować. Same znikną. Jednak w przeciągu pierwszych trzech miesięcy życia mojego synka nie zniknęło nic.

 I nagle przyszedł czas opamiętania. Pamiętam to jak dziś. Dostaliśmy z mężem zaproszenie na wesele. I w tej chwili pierwszy raz od dłuższego czasu pomyślałam o sobie. Dotarło do mnie, że mój wygląd znacznie odbiega od tego, jak wcześniej się prezentowałam. Pociągowe kilogramy osadziły się na moim ciele i pomimo tego, że karmiłam dziecko piersią nie chciały mnie opuścić. Początkowo wychodziłam z założenia, że nie przeszkadza mi to jak wyglądam. Przecież niedawno urodziłam dziecko. Mam prawo do dodatkowych kilogramów.

Jednak fakt, ze miałam pojawić się na imprezie, na której spotkam wiele osób, których nie widziałam wieki, nie napawał mnie optymizmem. Jak się będę prezentować, jak się będę wśród nich czuć? Dotarło do mnie, że moje ciało stało się moim wrogiem. Dokładne przyjrzenie się swojej sylwetce. To, co zobaczyłam zmroziło mnie. Gdzie podziała się u mnie talia, kiedy urosły te boczki na biodrach?

Mój mąż widząc moją minę od razu domyślił się, jakie myśli chodzą mi po głowie. Stwierdził, nie przejmuj się kochanie, pojedziemy na zakupy, zafundujesz sobie nową sukienkę. Będziesz wyglądała świetnie.

Pomyślałam, że to dobre rozwiązanie mojego problemu z samooceną. A zakupy zawsze dawały mi dużo radości. Chętnie, zatem zgodziłam się na tę propozycję.

Przy najbliższej okazji zostawiliśmy dziecko moim rodzicom i wybraliśmy się na tak długo oczekiwane zakupy. Wkroczyłam dumnie do mojego ulubionego butiku z sukienkami. Stwierdziłam, że na wesele idealnie nada się zielona, koronkowa sukienka, jaką widziałam na wystawie. Jako, że zawsze nosiłam rozmiar 36, a teraz trochę przytyłam, chwyciłam za sukienkę ciut większą w rozmiarze 38. Wybrałam do tego jeszcze dwie inne kreacje i weszłam do przymierzalni.

I w tym momencie skończył się mój dobry humor. W śliczną zieloną sukienkę nawet się nie dopięłam, dwie pozostałe miały rozmiar teoretycznie dobry, ale wyglądałam w nich jak nadmuchany balon.

Z przerażeniem stwierdziłam, ze nie znajdę dla siebie żadnego ciuchu, który doprowadzi do tego, że będę wyglądała tak jak przed ciążą.

Załamałam się. Ale do ślubu pozostał jeszcze miesiąc czasu. Postanowiłam kupić sukienkę trochę na mnie za małą z myślą, że przecież przez miesiąc zrzucę minimum te 4 kg i sukienka będzie idealna.

Mój zapał związany z dietą trwał przez tydzień czasu. Nie jadłam słodyczy, zaczęłam ćwiczyć. Ale im szybciej zbliżał się termin imprezy tym na więcej sobie pozwalałam. Ciągle wychodziłam z założenia, te dwa ciastka do kawy nie zrobią żadnej różnicy. Nie zjeść tostów wieczorem, a dlaczego, przecież tak dzielnie trzymałam się diety przez cały dzień i zrobiłam 30 minutowy aerobik.

Gdy nadszedł dzień ślubu nagle okazało się, że zakupiona sukienka nie jest lekko za mała, ale dużo za mała. Byłam jednak twarda. Cudem w nią weszłam i pojechałam na wasale. Jak myślicie ile wytrzymałam. Tak macie rację, krótko. Po ceremonii zaślubin marzyłam tylko o tym, żeby wrócić do hotelu i zdjąć z siebie tę ciasny, opinającą każdą fałdę materiał.

Jako że, na poprawiny miałam luźniejszą kreację szybko się w nią przebrałam. I może nawet czułabym się dobrze na weselu, gdybym nie spotkała koleżanki, która jak okazało się też niedawno urodziła dziecko. Tylko miesiąc szybciej ode mnie. Ja miałam na sobie luźny workowaty krój, ona śliczną biała dopasowaną kreację. Z dumą prezentowała 60 cm w talii.
I w tym momencie do mnie dotarło.

To, że urodziłam dziecko nie usprawiedliwia moich nadprogramowych kilogramów i tylko powrót do sylwetki sprzed ciąży da mi radość i satysfakcję. Żaden ciuch nie zatuszuje otyłości.

Podjęłam walkę ze sobą i ze swoimi słabościami.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Szóstka Weidera opinie




Dzisiaj przytaczam kolejny komentarz jaki otrzymałam. Tym razem nic negatywnego, tylko bardzo, bardzo pozytywnego:)

dzisiaj jestem na etapie 18 powtórzen spadek wagi 5 kg.do tej pory.niestosuje zadnych kremów tylko dieta mż.śniadanie płatki 2 śn.płatki.normalny obiad, mała kolacja i to wszystko”

To takie potwierdzenie, od anonimowego czytelnika, że 6 Weidera działa. I pomimo tego, że każdy mówi, że spadku wagi przy takich ćwiczeniach nie może być to jednak leci ona na łeb na szyje. Anonimowi serdecznie gratuluje.

Ja aktualnie jestem na etapie 20 powtórzeń. Ale ta szóstka Weidera będzie u mnie trwać nie 42 dni, a chyba 60. Ale o tym napiszę w innym poście.

Wczoraj byłam na zakupach. Wypatrzyłam śliczne czerwone spodnie. Do przymierzalni wzięłam rozmiar 38 i 36. I co się okazało. 38 był za duży, spodnie były za luźne, ale 36 też nie pasował. Dopięłam się, ale wyszedł mi brzydki fałd brzucha. Każdy zna zapewne tą cudowna oponkę. Nie kupiłam żadnych.
Zatem mój cel na kolejne dwa tygodnie. Zbić tak brzuch, aby kupić sobie te seksowne czerwone spodnie i dobrze w nich wyglądać. Dzisiaj oprócz 6 Weidera poskaczę na skakance i może chwilę na odbitek skoczę.

Mam nadzieję, że nie zabraknie mi motywacji do wieczora, gdy już moje ukochane dziecię pójdzie spać i będę miała w końcu chwilę dla siebie.






piątek, 15 lutego 2013

6 Weidera – moja metamorfoza


Wstawiłam niedawno zdjęcia mojej sylwetki. Ogólnie otrzymałam wiele pozytywnych komentarz, za które dziękuje, niestety nie obyło się jednak i bez nieprzyjemnych uwag.

Od niejakiej Ali otrzymałam następującą notkę:

„Jesteś perfidną oszustką!!!!Perfidna reklama kosmetyku od sponsora, który i tak nie działa, bo jak by działał, to znany byłby wszystkim a wynalazca otrzymałby nagrodę Nobla.
Każdy głupi wie, że 6 Weidera nie odchudza, tylko wyrabia mięśnie.”

Pierwsza moją reakcją była złość i dlatego stwierdziłam, że nie dam się obrażać na moim blogu i komentarz usunęłam. Później jednak pożałowałam tej decyzji i stwierdziłam, że szkoda, aby zaginął on w wirtualnym świecie. Dlatego też Drogiej Ali postanowiłam odpisać w formie posta.

Kochana Alu, 

Założę się, że Twoja ogólna niechęć bierze się z zazdrości. Wiem, dużo centymetrów zgubiłam i dlatego cudze wyniki mogą boleć. Jeżeli uważasz, że 6 Weidera nie pomaga zmniejszyć obwodu w talii to jesteś w dużym błędzie. Systematyczny trening wykonywany przez 42 dni zawsze przynosi efekty. Dowodem jestem ja i inne osoby, które chwalą się swoimi efektami – jeżeli chcesz je zobaczyć wystarczy, że wpiszesz w google hasło – 6 Weidera efekty.
Nie tylko mi się sylwetka poprawiła, a nie ukrywam, że zaczęłam 6 Weidera, bo zależało mi na zgubieniu brzucha, bo po ciąży został mi znaczny.
Co zaś się tyczy „reklamy” mojej l-karnityny. Jakie masz prawo oczerniać produkt, którego nigdy nie stosowałaś, a Twoje zdanie wzięte jest z kosmosu. Wiele osób, które ćwiczy stosuje l- karnitynę w żelu. Dziewczyny piszą o niej bardzo pozytywne opinie. I na pewno nie jest to produkt nieznany – tylko Ty o nim nie słyszałaś.
Napina mi ładnie skórę, wiem, że dzięki niemu nie będę miała zwisającego fałda jak schudnę, to, dlaczego nie mogę swoimi odczuciami podzielić się z innymi osobami. Od kiedy na blogach, nie można wystawiać recenzji produktów? Jakieś zasady się zmieniły, o których nic nie wiem.
Droga Alu, zapraszam cię do mnie jak skończę mój trening – bo wstawie na pewno jeszcze jedno zdjęcie, żebyś jeszcze bardziej pozazdrościła mi efektów. I na koniec zapewniam cię, że na pewno wspomnę o l-karnitynie w żelu, bo mi pomogła.

I zamiast krytykować cudze zmagania lepiej spójrz na siebie. Bo załóże się, że sama idealna nie jesteś.

Życzę ci miłego dnia.


wtorek, 12 lutego 2013

6 Weidera - zdjęcia przed i po połowie - efekty





Ostatnio pisałam Wam, że miałam przerwę. Ale pomimo tego, że przerwałam wróciłam do boju i 6 Weidera ciągnę dalej. Dzisiaj chcę Wam pokazać zdjęcia przed i po połowie 6 Weidera. Czy jestem zadowolona z efektów? Bardzo.

Spadek wagi –3 kg
W pasie – 9 cm,
W biodrach – 7 cm
Nie wiem, dlaczego, ale centymetry spadają mi na zmianę tzn. albo leci brzuch, albo biodra. Jak jedno stanie w miejscu, to drugie idzie.

Wiem, że nie osiągnęłabym takich wyników gdyby nie krem, którym się smaruje – L-karnityna w żelu. Jeżeli chcecie zacząć 6 Weidera koniecznie zaopatrzcie się w jakiś skuteczny spalacz tłuszczu. Polecam ten, który sama kupiłam. Smaruję się trzy razy dziennie. Rano, wieczorem i po ćwiczeniach. Jest bardzo skuteczny i choć może jego cena nie jest niska – kosztuje około 53 zł to jest wydajny. Taka 500 ml puszka starcza mi na ponad 2 miesiące.

Warto. Swoją l-karnitynkę zamawiam w sklepie Naturica – tu macie link jakby ktoś chciał skorzystać:


A co do zmiany mojego ciała. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze w styczniu tak wyglądałam. Widzicie ten fałd na plecach. I ten wielgachny brzuch. Teraz jest o niebo lepiej. A jeszcze trochę ćwiczeń przede mną. Ciekawa jestem ostatecznych rezultatów.

Jak widzicie mi 6 Weidera pomogła, wyglądam lepiej, choć oprócz szóstki ograniczyłam też słodycze. Ale ćwiczenia, skuteczny kosmetyk zdziałały cuda. Mam nadzieję, że te efekty zmotywują i Was do ćwiczeń.

6 Weidera – zdjęcia przed i w połowie ćwiczeń.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...